Fotografowałem Anię i Marka, gdy ich syn Piotrek miał dwa lata. Przez pierwsze pół godziny siedział za plecami mamy i nie chciał na mnie patrzeć. Nie naciskałem. Bawiłem się aparatem na trawie, robiłem zdjęcia rodzicom, czekałem. Po trzydziestu minutach Piotrek sam podszedł i zapytał, czy może wziąć aparat. Najlepsze zdjęcia powstały w kolejnych dziesięciu minutach.
Wrócili dwa lata później. Piotrek miał cztery lata i od razu zaczął mi pokazywać, jak biegać między drzewami w Łazienkach. Na zdjęciach z obu sesji widać nie tylko jak urósł. Widać jak zmieniła się jego relacja z rodzicami. Tego nie da się zaplanować. Można to tylko uchwycić.
