Fotografowałem kiedyś rodzinę, której syn miał wtedy dwa lata. Przez pierwsze pół godziny siedział za plecami mamy i nie chciał na mnie patrzeć. Nie naciskałem. Bawiłem się aparatem na trawie, robiłem zdjęcia rodzicom, czekałem. Po trzydziestu minutach chłopiec sam podszedł i zapytał, czy może wziąć aparat. Najlepsze zdjęcia powstały w kolejnych dziesięciu minutach.
Wrócili dwa lata później. Syn miał już cztery lata i od razu zaczął mi pokazywać, jak biegać między drzewami w Łazienkach. Na zdjęciach z obu sesji widać nie tylko to, jak urósł. Widać, jak zmieniła się jego relacja z rodzicami. Tego nie da się zaplanować, można to tylko uchwycić.









